IndeksFAQSzukajGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Nie Sie 25, 2013 11:26 am

Stojąc jak słup pod dębowymi drzwiami daleko nie zajedziesz. Wpatrując się w plakietkę - skądinąd jakby większą niż by wypadało - odczytując po raz setny nazwisko neuropsychiatry, również nic nie zyskasz. Specjalista do ciebie nie wyjdzie, bo nie ma tego w zwyczaju: woli jak skazańcy mają chociaż tyle odwagi, by samotnie przekroczyć próg jego gabinetu.
Gdy już wejdziesz niemrawo do pomieszczenia, spodziewając się na dzień dobry całej maszynerii elektrowstrząsowej, będziesz nieco skonfundowany. Nigdzie jak okiem sięgnąć nie napotkasz kozetki, elektrod i urządzenia kumulującego chwalebne 480 woltów. Choćbyś przeszedł cały gabinet wzdłuż i wszerz, zajrzał pod biurko, fotele i mały stolik nie znajdziesz niczego, co zdradziłoby ulubioną metodę osobliwego neuropsychiatry. Ot, podwójny gabinet, nic specjalnego w dzisiejszych czasach.
Pod względem wizualnym pomieszczenie spełnia wymogi każdego szanującego się psychiatry. Duże okna rzucają dostatecznie dużo światła, by nie było potrzebny marnować prądu. A kraty w okiennicach? Nie, one przy dłuższym wpatrywaniu się w krajobraz za kliniką nie stanowią wiekszego problemu. Jasne fotele, w liczbie dwóch, stoją w niewielkiej odległości od siebie z odpowiedzialnym zadaniem podpierania ścian. Stolik między nimi jest okrągły, neutralny jak przysłowiowa Szwajcaria i ani myśli się ruszyć z miejsca. Na ścianach wiszą obrazy - trudno określić czy wybierał je Gilbert, czy były tu już wcześniej. Obok reprodukcji Caspara Friedricha, Claude Moneta i Maxa Liebermanna nie znajdzie się nic, co rzucałoby na gabinet cień niepokoju. Wszystko jest utrzymane w możliwie stonowanych barwach, ma zapewniać spokój, wewnętrzne ukojenie. Nie powinno wiać chłodem i niedostępnością, a ciepłem. W tej części gabinetu odbywają się zwykle godzinne rozmowy z pacjentami i sesje ze specjalistą.
Tylko druga para drzwi, o której Gilbert żartobliwie mówi podczas sesji "wejście do Narnii", może wyglądać podejrzanie.
W sąsiednim pomieszczeniu, za tajemniczymi drzwiami, ukryto przycupnięte posłusznie biurko, główne aktówki pacjentów, stacjonarny telefon całej kliniki, podręczny laptop i masę papierów wszelkiej maści. Za dużym, skórzanym fotelem za biurkiem, pyszni się biblioteczka z niemałym spadkiem literatury traktującej o psychiatrii. Nietrudno odgadnąć, że to tutaj Gilbert wypisuje swoje własne obserwacje, wypełnia dokumenty, szacuje skuteczność terapii. Łatwo zauważyć, że w tej ciasnej, niezbyt przyjaznej klitce czuje się najlepiej - ma tu w kącie elektryczny czajnik, kilka tomów o wojskowości, zapasowy zestaw koszuli i spodni, gdyby zdarzyło mu się przysnąć. Nie zaprasza tu pacjentów, a klucz do tegoż pokoju trzyma zawsze przy sobie.
Oczywiście Gilbert w ostateczności może otworzyć "drzwi do Narnii", by pokazać, że nie kryje się tam Wiedźma. Ale pacjentów skupia głównie w pierwszej części gabinetu.
Powrót do góry Go down
Polska
Niedotykajka
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 12/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Pon Sie 26, 2013 5:57 pm

*Od kilku minut stoi i przygląda się plakietce obmyślając możliwości ucieczki. Po dłuższej chwili puka do drzwi.*
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Pon Sie 26, 2013 6:11 pm

Zerknął na zegar, jakby pod cyferblatem kryła się tajemnica wszechświata. Wskazówki pokazały mu wyraźnie gdzie może sobie wetknąć pytania o sens istnienia - w tym wyraźnie obwieszczały godzinę przeznaczenia, jego pierwszej oficjalnej godziny terapii z pacjentem. Westchnął, z ociąganiem zamknął książkę. Chwilę medytował nad kwestią praktyczną spotkania, bo mimo wewnętrznego wrażenia, że Polak prędzej czy później się zgodzi na terapię wstrząsową, wolałby od razu przejść do elektrowstrząsów. Szybko, czysto i bez szaleństw, ograniczając kontakt lekarz-pacjent do niezbędnego minimum. Ale w życiu zwykle nie ma łatwo. Ani lekko, podsumował Gilbert.
Nagle usłyszał pukanie. Przewrócił oczami, wygramolił się zza biurka i zamykając za sobą drzwi do ciasnej, nieoficjalnej klitki, rzucił okiem na pomieszczenie do terapii. Wszystko na swoim miejscu, żadnych ostrych przedmiotów na widoku. Wszystko oporządzone.
- Właź a nie stoisz jak słup! - warknął po chwili, nie ruszając się z miejsca. Choćby miał sczeznąć nie zamierzał otwierać przed nikim drzwi. Każdy potrafił używać klamki, Słowianie na pewno nie są wyjątkiem.
Powrót do góry Go down
Polska
Niedotykajka
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 12/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Pon Sie 26, 2013 6:18 pm

Wchodzi do pokoju i rozgląda się po nim z zainteresowaniem i lekkim niepokojem, po czym przenosi pełne pogardy spojrzenie na lekarza.
- Dzień dobry - mamrocze pod nosem - Wiesz, kulturalni ludzie pukają do drzwi i witają się, jak ktoś wchodzi.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Pon Sie 26, 2013 6:24 pm

Uniósł jasną brew, ale oszczędnie obdarował Polaka uśmiechem. Grymas wąski, od biedy neutralnie nieprzyjazny. Chyba nie tak powinien wyglądać terapeuta, ale Gilbert miał to aktualnie gdzieś. Obrzucił Słowianina bacznym spojrzeniem, po czym uprzejmie wskazał na sąsiedni fotel.
- Abend, siadaj, mów, i podpisuj zgodę na elektrowstrząsy - zawyrokował beznamiętnie, ograniczając uprzejmości do niezbędnego minimum. Po chwili dodał jeszcze, nieco niechętnie, jeden suchy rozkaz. - Albo opowiadaj o swoim dzieciństwie. Wybór całkiem szeroki.
Powrót do góry Go down
Polska
Niedotykajka
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 12/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Pon Sie 26, 2013 6:30 pm

Posłusznie usiadł w fotelu i spojrzał na niego z politowaniem.
- Niczego nie będę podpisywał. I nie zamierzam opowiadać Ci o moim dzieciństwie. Mówiłem, nie ufam Ci, niby czemu miałbym Ci o nim opowiadać? - wzruszył ramionami, a w jego zielonych oczach przez sekundę pojawiło się coś na kształt bólu, ale szybko zostało zdławione przez niechęć do siedzącego przed nim mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Wto Sie 27, 2013 3:42 pm

Chwilę dedukował co z Polakiem zrobić. Mógł go ogłuszyć, oczywista. Wywieść w pole, zakopać w zimnej ziemi i żyć sobie w spokoju. Dążąc do samorealizacji, jak każdy szanujący się psychiatra. Może nawet przekupiłby ochroniarzy żeby przymknęli oko brak jednego, nic nieznaczącego pacjenta? Ordynator na pewno nie zauważy, że liczba nieszczęśników w klinice została nieco uszczuplona. W końcu Gilbert westchnął, odganiając machnięciem ręki i swoje rezolutne pomysły i zapewne samego Słowianina. Niestety ten nie zniknął.
Beilschmidt bardzo chciał udawać, że nie zauważył żadnych szczególnych zmian w zachowaniu Polaka. Był dobry w ignorowaniu niektórych sygnałów, udawaniu, że ich nie ma i nigdy nie będzie. Jednak tym razem odnotował krótki przebłysk w zielonych ślepiach. Usiadł wygodnie na fotelu, wyciągnął nogi przed siebie. I wpatrywał się z chłodnym zainteresowaniem w Polaka.
- ...ile masz lat? - Pytanie z całą pewnością równie neutralne co Szwajcaria. Gilbert podskórnie czuł, że lepiej załatwić sprawę drogą nieinwazyjną, okrutnie wolniejszą. Ale czasem tak bywa w życiu.
Powrót do góry Go down
Polska
Niedotykajka
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 12/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Wto Sie 27, 2013 4:07 pm

Westchnął cicho i zaklął pod nosem, zastanawiając się, za jakie grzechy musi tu siedzieć. Nie mogli go po prostu wypuścić i pozwolić mu się zabić? Byłoby przecież o wiele prościej, prawda? On by się nie męczył, a i Gilbert miał by spokój, przecież było widać, że mu nie zależy, więc co za różnica.
- Siedemnaście. - Odpowiedział chłodno.
Feliks wyjątkowo nie chciał przebywać z albinosem sam w jednym pomieszczeniu, czuł się przez to niepewnie, nie miał pojęcia, co przyjdzie Gilbertowi go głowy. Jego oczy unikały spojrzenia psychiatry i wędrowały po pomieszczeniu. Po chwili jego uwagę przykuły drzwi, prowadzące do drugiego pokoju, wzdrygnął się i odwrócił wzrok.
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Czw Wrz 05, 2013 5:49 pm

Nie, jak widać nieprawda. Za dużo papierkowej roboty by było, gdyby któryś z pacjentów pewnego pięknego dnia postanowił się zabić. Gilbert zapewne wolał siedzieć bezczynnie przez godzinę, niż później ślęczeć przez trzy bite tygodnie nad żmudną papierologią stosowaną. Akt zgonu nie był niczym nowym - problem pojawiał się wtedy, gdy śmierć zawitała akurat do kliniki psychiatrycznej, chronionej przez wykwalifikowanych strażników, wyposażonej w najlepszych, światowej sławy specjalistów w dziedzinie psychiatrii. Do tego nie była to śmierć godziwa, ze starości, a niehonorowe, tchórzliwe samobójstwo.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że tak jak Polak męczył się z Niemcem, tak i Niemiec ma się męczyć z Polakiem. Nie było rady, musieli odbębnić dziesięć cudownie nudnych godzin terapii. Gilberta aż świerzbiły dłonie - trudno powiedzieć czy bardziej go korciło uduszenie pacjenta, czy potraktowanie go elektrowstrząsami.
- Jeszcze dzieciak - mruknął cicho, mierząc uważnie Polaka od stóp do czubka głowy. Feliks nie wyglądał jakoś specjalnie. Ot, wypisz wymaluj Słowian. Jasne włosy, prawie jak pszenica, pomyślał odruchowo Gilbert, ale zaraz się wzdrygnął. Wyglądały na suche, cienkie, łamliwe, a do tego niepraktyczne. Zaczesać ich nie szło, spleść było niemądrze, a zawinąć za ucho co najmniej śmiesznie. Lepsze by były krótsze, zdecydowanie. Oczy zielone, zwykłe, pospolite, jak trawa za kliniką. Gilbert usilnie starał się złowić spojrzenie Polaka, chociażby na krótką chwilę. Gdy Polak zerknął ku drugim drzwiom westchnął otwarcie. - To gabinet. Nic specjalnego, ale mogę ci go pokazać jeśli chcesz. Ale coś za coś. Ja ci go zademonstruję, a ty odpowiesz na moje trzy pytania. Szczerze. Taka... wymiana.
Poznaj pacjenta, to o tym trąbiła każda książka o psychiatrii jaką tknął. Tylko jak tu delikwenta poznać, jak ten zwyczajnie unika twojego wzroku? Niedorzeczność.

(Przepraszam, miałam kilka rzeczy na głowie, nie miałam jak odpisać. ^^")
Powrót do góry Go down
Polska
Niedotykajka
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 12/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Czw Wrz 05, 2013 8:55 pm

Wszystko da się załatwić po cichu, nikt z zewnątrz nie musi przecież wiedzieć, że to samobójstwo. Kiedyś może po prostu przez przypadek znaleźć igłę i strzykawkę i zrobić sobie zastrzyk z tlenu, nikt się nie dowie, tak byłoby łatwiej. I szybciej. Po co sobie nawzajem mają psuć nerwy?
- Nie jestem już totalnie dzieckiem - wymamrotał krzywiąc się i zamilkł. Przez dłuższą chwilę rozważał propozycję mężczyzny. - Chcę go zobaczyć. Ale będę mógł, w razie czego, nie odpowiedzieć? Są... - zacisnął dłonie na kolanach i przełknął głośno ślinę. - Są rzeczy, o których nie chcę myśleć, ani tym bardziej mówić - jego głos zadrżał. Wziął głęboki oddech i twardo spojrzał w oczy Beilschmidta - Szczególnie, komuś takiemu jak Ty. Zależy Ci tylko na tym, żeby pobawić się swoimi elektrodami, a ja się na nie nie zgadzam. Ty nie chcesz mi pomagać, ja Twojej pomocy nie chcę, więc po prostu pozwól mi to wszystko skończyć. Totalnie przecież widzę że masz mnie dość. - prychnął z irytacją i wpatrzył się w podłogę.

(Spoko, nic się nie stało, ja też za dużo czasu ostatnio nie miałam, więc pewnie i tak bym z opóźnieniem odpisała. C:)
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Sro Wrz 25, 2013 2:37 pm

Dla przysięgi Hipokratesa, którą Gilbert teraz przeklinał w myślach. To właśnie dla niej ślęczał tu teraz jak amen w pacierzu, zamiast zostawić Polaka sam na sam z pętlą na szyi. Może trzymała go tu jeszcze godziwa płaca i zwykła złośliwość. To drugie było w sumie jak najbardziej prawdopodobne patrząc na zaistniałe okoliczności. Beilschmidt był książkowym przykładem chodzącej wredoty, której akurat trafiła się okazja, by popisać się umiejętnościami. Mógł teraz zamknąć drzwi na klucz, podprowadzić maszynę do elektrowstrząsów i ze skrzącymi oczyma patrzeć, jak Polak wywija koziołki na materacu. Staromodne metody zwyczajnie go rozczulały. Czysty sentyment.
- Gadaj zdrów. W świetle prawa dorosłym będziesz za okrągły rok. - Uciął temat Gilbert, spoglądając profilaktycznie na zegarek. Jeszcze sesja się na dobre nie zaczęła, a on już wolałby być gdzie indziej. Może Hawaje? O tej porze jest tam upał, kobiety wygrzewają się na słońcu i tylko czekają ze swoimi błahymi problemami na psychiatrę.
Rozmyślania o bezterminowych wakacjach przerwały dalsze słowa Feliksa. Gilbert był z natury ciekawski, żeby nie powiedzieć wścibski, ale zawodowa mantra zabraniała wydobycia informacji siłą. Wolno skinął głową, zgadzając się na narzucone warunki, chociaż popatrzył na Polaka z większym zainteresowaniem niż poprzednio. Później nie mógł już powstrzymać prychnięcia, gdy bezpardonowo rozpiął guzik przy kołnierzu, siadając wygodniej na fotelu. Zmierzył Polaka wzrokiem, nie oceniając ogólnej pospolitości. Słowian jak Słowian, takich na pęczki na zachód od Rosji.
- Wbrew pozorom zależy mi na tym, żeby cię wyleczyć. Metody leczenia są narzucone odgórnie, ale zdradzę ci pewien sekret. Sześć. - Niemiec uniósł w górę palec wskazujący, oczekując błyskotliwej riposty Feliksa. Ten widać uprzejmie czekał, aż Gilbert go czymś zaskoczy. - Psychiatria potrafi wyleczyć jedynie sześć chorób z gwarancją, że już więcej nie powrócą. Reszta jest dziełem przypadku. Jak widzisz aby cokolwiek zdziałać przypadkowi należy nieco dopomóc. Na przykład rozmową.
Chwilę milczał, zamyślony. Poluzował krawat, spoglądając na Polaka jak na zbitego psiaka. Miał nieprzyjemne wrażenie, że to on zbił tego szczeniaka.
- Mam dość abstynencji. Prohibicja jest dobra na wojnie, a piwo jest Niemcom potrzebne do życia. Ty po prostu... jesteś. Podobnie jak drzwi za tobą, do których tylko ja mam klucz. Zgadzam się na wymijające odpowiedzi do dwóch pytań, ale przynajmniej na jedno masz odpowiedzieć szczerze. Pasują ci takie warunki?
Powrót do góry Go down
Polska
Niedotykajka
avatar

Liczba postów : 55
Join date : 12/08/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   Nie Paź 13, 2013 10:25 pm

Przysięga? Ludzie codziennie łamią przysięgi i nic się jeszcze nie stało! Feliks często je łamał i jakoś żyje. Niechętnie, bo niechętnie, a gdyby mógł, to by to zmienił, ale żyje. Godziwa płaca? Grosze, a nie godziwa płaca! A od złośliwości też można czasami odstąpić.
- W to, że Ci zależy nie uwierzę totalnie nigdy  - Polak skrzywił się z odrazą. - Nie wyglądasz na osobę, której zależy na jednym, bezwartościowym bachorze - Zdjął buty i skulił się w fotelu wciąż uparcie patrząc w podłogę. Zastanawiał się nad słowami lekarza. - Te sześć chorób... - przerwał na chwilę. - Moja pewnie do nich nie należy, nie?
Feliks nerwowo bawił się palcami, tępo gapiąc przed siebie, gdy zauważył, że Beilschmidt na niego patrzy tak, jakby był co najmniej zmokniętym i porzuconym kotem.
- Czemu się gapisz? - spojrzał na niego z wyrzutem. - Ech, cholera jasna, niech Ci będzie! - dodał po chwili. - Spróbuję odpowiedzieć szczerze na wszystkie, nie wiem, czy dam radę. - zamknął oczy . - Pytaj, nie przeciągajmy tego, naprawdę totalnie chcę to mieć za sobą.

[Przepraszam, że dopiero odpisuję, Netia mnie nie kocha, więc miałam internet tylko w telefonie przez dłuższy czas. ;-;]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet numer 3. "G. Beilschmidt" na plakietce.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)
» Gabinet dyrektora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 ::  :: Pierwsze piętro-
Skocz do: